poniedziałek, 28 marca 2016

Valletta at night/Valletta nocą


 

Valletta at night
Valetta is probably the most famous Maltese city and its new capital since XVI th century. This is also one of the smallest cities with biggest amount of landmarks in the world. Old capital, Mdina, now known under nickname silent city, was built in dark ages, when Valletta was establish firstly in 1566 by Grand Master Jean Parisot de la Valette. Today at the area of 1 km² live about 6.675 people. If you have never been in Valletta, it’s really hard to imagine how all this churches, institutions, apartments, the harbor(!), shops, gardens, locals and tourist fit into this small urban district. But believe me, they fit very well and today’s capital is a proud representing Malta.
There is only one problem with all this old houses in Valletta, namely, there are very often in very bad condition. Tight, dark staircase, small kitchen, not rarely without window, microscopic balcony and hundreds of people under the window, these are only some of the problems, the locals need to deal with. Looking at the old facades, I knew immediately that this building had great past, but their future is not painted in bright colors. Observing the changes in Maltese capital( none in case of old dwelling houses, since I’m travelling to Malta) I’m so terrified, as in case of my own city, medieval city of Toruń, where the Old City building are looking like ruins after heavy bombing action. I’m comparing both cities, while taking pictures of damaged windows, dirty doors with bolt from wood looking like masterpiece of art, abandoned apartments, which only locators are pigeons, wind and ghost of the past.


At this place, I need to confess sth: I love abandoned, old houses, factories which are no more working, so-called lost places and old damaged books. Looking at them I do not see the ugliness, but beauty. My evening are very often full of thoughts about stories, which had taken places in this old buildings, before they got ruined. One of my favorite things to do, it’s concocting stories about people, who once lived in such a house in Valletta. If the ruins could speak, they would tell us many interesting facts.  

 
Coming back to Valletta and its  night charm: I decided to take a look of the city at night, just to observe well-known streets in another light. What I discovered was completely new place:  labyrinth of ways, magical facades looking like copied from the Lord of the Rings, dark cats following me and hiding behind limestone walls, once noticed, whispers ringing like a bell.  I was so fascinated by this new face of Valletta, that I wanted to share this experience with you. Please leave a comment, if you admire Vallettas architecture in the yellow light of the street lamps and silver light of the moon. Or maybe you totally dislike Valletta at night? Anyhow, I hope this post will encourage some of you to take a night walk through capital of Malta after dark.  
 
Valletta nocą
Valletta to chyba jedno z najbardziej znanych miast na Malcie, jej nowa stolica oraz jedno z najmniejszych miast z największą ilością zabytków na świcie. Wcześniej stolica Malty, była wzniesiona jeszcze w średniowieczu Mdina, znana obecnie jako ciche miasto. Kamień węgielny pod budowę nowej stolicy położono dopiero w roku 1566, zaś inicjatorem budowy był nowy wielki mistrz zakonu joannitów, Jean Parisot de la Valette. Od jego nazwiska pochodzi więc nazwa tego miasta. W Vallettcie mieszka ok. 6.675 osób na obszarze zaledwie 1 km². To swoisty europejski rekord. Kto nigdy nie odwiedził stolicy Malty, pewnie nie potrafi sobie wyobrazić, jak tak mała powierzchnia może pomieścić tyle budynków, ogrodów, Maltańczyków, turystów, sklepów i instytucji kulturalnych. Wystarczy jednak spojrzeć na architekturę Valletty, aby uświadomić sobie, że stare kamienice to budynki z bardzo wąską klatka schodową, mikroskopijna kuchnią, często bez okna i małym balkonikiem, na którym stać można tylko jedna nogą. Musze przyznać, że stan zabudowań Valletty jest rozpaczliwy. Wystarczy wejść do pierwszej lepszej kamienicy, aby uświadomić sobie, że warunki życia w stolicy, do najbardziej luksusowych nie należą. Nie mówię tutaj o kilku nowoczesnych apartamentach, powstałych niedawno, ale o historycznych zabudowaniach, gdzie naprawdę ciężko by mi było żyć. Nie chcę tutaj nikogo obrażać, życie w stolicy ma swoje plusy i minusy, ale stan fasad wielu kamienic jest tak opłakany, że człowiek boi się wyobrażać sobie, jak wyglądają mieszkania od wewnątrz. Inną kwestią jest fakt, że w Vallettcie jest wiele pustostanów, kamienic na sprzedaż oraz takich, których powybijane okna i zanieczyszczone przez gołębie balkoniki, proszą o pomstę do nieba. Ta zniszczona Valletta przypomina mi trochę moje miasto, Toruń, gdzie także wiele ulic w centrum to scena niegdyś piękna kamienica, wygląda obecnie jak ruina po bombardowaniach. Niestety temat jest otwarty od wielu lat i póki co nie widzę jakichś ogromnych zmian, wiodących do renowacji tych budynków. Mówiąc zupełnie szczerze powoli tracę nadzieję, co stanie się zarówno z Vallettą, jak i Starym Miastem Torunia.
 
Muszę być jednak z Wami zapełnienie szczera: jestem zafascynowana brzydotą, zaniedbanymi, opuszczonymi obiektami, starymi, zniszczonymi książkami, ruinami po byłych fabrykach. Fotografuję tego typu miejsca i rzeczy najchętniej, a potem patrząc na zdjęcia zastanawiam się, jakich historii były świadkami, co mogłyby mi powiedzieć, gdyby tylko umiały mówić. Lubię siedzieć wieczorami w moim gabinecie i bezmyślnie patrząc na którąś z fotografii na ścianie, snuć domysły o przeszłości. Jest to moje swoiste hobby, a zarazem pasja, którą dzielę między innymi z moim mężem.
 
Wracając do samej Valletty, nie byłabym sobą, gdybym nie wybrała się na nocna wędrówkę po mieście i nie obfotografowała wszystkich tych miejsc, które w świetle słonecznym nie wyglądają tak godnie, jak wyobrażamy sobie blichtr i przepych maltańskiej stolicy. W nocy jednak, to co za dnia wydawało się zaniedbane, nabiera całkiem innych kształtów. Ulice Valletty to labirynt, budynki w świetle słabego światła lamp wyglądają jak siedziby elfów lub innych bajkowych istot. Każdy szelest nabiera głośności krzyku, nieznane kształty budzą lęk, a przebiegające między skrzyżowaniami czarne koty, sprawiają że człowiek dostaje gęsiej skórki. Zafascynowało mnie to drugie oblicze Valletty, dlatego pragnę się podzielić efektem mojej nocnej eskapady także ze wszystkimi zainteresowanymi Maltą. Zapraszam do oglądania i komentowania, zachęcam do samodzielnego nocnego zwiedzania.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz