niedziela, 13 marca 2016

How to survive winter?/Jak przetrwać zimę?


How to survive winter?
Post have been created in the line with project How to survive winter, organized by Club of Polish Women in Outland.

***
Where are you spring? Why are you hidding? It’s already middle of March, but the weather in Hamburg is still awful: rainy, windy, uninviting. At this time, I’m always dreaming of Malta, where the average temperature in winter is a bout 18 Celsius degrees, which is much more optimistic than 5-7 Celsius degrees in Germany. Of course, I’m aware with the beginning of October starts the most terrible time, where every single steps is being made in the darkness. I stand up and it’s dark outside, I’m coming back from work and it’s (still?) dark.

There any many strategies how to get through winter time. During all this years I’ve worked out my own ideas, which I want to share with you at this place.
Concept number one: leaving Germany and going to Malta. This notion is the best solution, as my husband and I are trying to spend as much winter time, as possible, in the southern part of Europe. Somebody might say that in winter time Malta can be also cold( sometimes 14 degrees) and rainy, ok., I cannot disagree, but this are just single days, which make you feel down, not the whole months or weeks, like in Central Europe. I love winter sun in Malta, which is not so strong as the summer one. Drinking coffee at the street cafeteria, having a walk, enjoying the Christmas decoration in Maltese cities, going to a carol concert. All this and more offers you a stay in Malta. Also the first quarter of the year can surprise all visitors with diversity of cultural events and things to do. Go to National Theater, visit an exhibition and after that, just take a sit in the sun and have a nice drink. Impossible is nothing, believe me, I ‘ve even experienced 25 Celsius degrees at the Christmas Day in 2013, so be prepared, Malta can give you much more positive energy than snow or rain in your home country.
Other concepts: when I must come back home, due to end of annual holiday and daily duties, I always take a look of Alps, sinking in snow, and trying to get use to the everyday routine. Anyway going to have a fancy, burning drink with friends  always cheer me up. Another method are short trips, which I take every 2-3 weeks. This year my aim was Switzerland and South France; both have positively surprised me with lots of spring flowers and wonderful sunny weather. Even this short time, spent far away from home, loads my batteries and give me energy to survive further weeks, separating me from long days and time spend on my terrace. What I also do, is having a walk with my husband in the forest near our home. A flower here, a halm of grass there, a sunshine going through naked trees and providing magical atmosphere. And if only my raggle-taggle garden would not remind me, it’s time to take care of him, I would be in fact in perfect pre-spring mood.
 Jak przetrwać zimę?

Wpis powstał w ramach projektu „Jak przetrwać zimę?” organizowanego przez Klub Polek na Obczyźnie.
Gdzie jesteś wiosno?
 Już połowa marca, jednak pogoda   w Hamburgu wciąż bardzo zimowa: deszczowa, wietrzna i nieprzyjemna. W takich chwilach chciałabym znaleźć się na Malcie, gdzie średnia temperatura w marcu to 18 stopni. To dużo bardziej optymistyczna wersja niż nasze 5-7, które nie zachęcają ani do spacerów, ani tym bardziej do wczesnego rannego wstawania do pracy. Nie od dziś wiadomo jednak, że październik to przedsionek zimy, która potrafi ciągnąć się do ostatniego dnia marca. Ciemne poranki, ciemne popołudnia i wieczory: brodząc w ciemności pracujemy, robimy zakupy, odpoczywamy i staramy się zastąpić sobie promienie słońca sztucznym oświetleniem w mieszkaniach i biurach, marząc o lecie.
Istnieje wiele strategii przetrwania tego trudnego czasu; mi udało się wypracować kilka sprawdzonych metod, którymi chciałabym tutaj się podzielić.
Zasada numer jeden: wyjazd. Od kilku lat hołdujemy zasadzie, że zimę na kontynencie najlepiej przeczekać na południu, a konkretnie na Malcie, gdzie w grudniu termometr potrafi pokazać nawet 25 stopni( patrz Boże Narodzenie 2013!). Oczywiście może się zdarzyć jeden, dwa czy nawet 5 deszczowych dni pod rząd, jednak trzeba mieć naprawdę wielkiego pecha, żeby podczas przykładowego dwu- czy trzytygodniowego urlopu, nie zobaczyć na Malcie słońca. Uwielbiam siedzieć na zewnątrz i pić kawę, nawet jeśli muszę( o zgrozo!) mieć na sobie skórzaną kurtkę, bądź grubszy sweter. Lepsze to niż puchowy płaszcz, szal, czapka i rękawiczki. Zimowe słońce na Malcie różni się znacznie od tego latem, jest przyjemniejsze, nie parzy, ale przyjemnie muska twarz. Także wycieczki, czy to piesze, czy autobusowe, są znacznie przyjemniejsze, kiedy można swobodnie oddychać bez włączonej klimatyzacji.
Nawet jeśli Malta potrafi zaskoczyć nas zimnem( 14 stopni) i opadami zimą oraz oczywiście nie możemy kąpać się w morzu( chyba, że ktoś bardzo chce przy temperaturze wody 14-16 stopni, brrr!!), to i tak prędzej czy później wyjdzie słońce i znów wróci nam cała życiowa energia. Boże Narodzenie na Malcie to także bardzo przyjemny czas, kiedy można odpocząć od wszystkich codziennych obowiązków i zrelaksować się, uczestnicząc przykładowo w świątecznym koncercie czy podziwiać dekoracje na ulicach maltańskich miast i próbować lokalnych bożonarodzeniowych słodyczy. Także pierwszy kwartał roku może nas bardzo pozytywnie zaskoczyć ilością wydarzeń kulturalnych. Warto zajrzeć wtedy do Teatru Narodowego czy uczestniczyć w jakimś ciekawym wernisażu. Zaś po tej dawce kultury można wyjść na słońce i wypić drinka  w jednej z ulicznych kawiarenek, planując kolejny dzień.

Inne sposoby: przede wszystkim nie dać się depresji, nawet jeśli trzeba wrócić do domu z rajskiej Malty. Przelatując nad Alpami, patrzę zawsze na leżący w górach śnieg i powoli staram się pogodzić z myślą, że nie będę widywała słońca codziennie. Pomagają mi wtedy myśli o innych podróżach, bliższych lub dalszych, którą są niczym okienka adwentowego kalendarza: z każdym nowym wydarzeniem, jestem bliżej wiosny. W tym roku radziłam sobie tradycyjnie, płonącymi drinkami podczas spotkań z przyjaciółmi oraz odwiedzinami w Szwajcarii i we Francji, gdzie koniec lutego zaskoczył mnie mnogością kwiatów oraz dużą ilością słońca. Nawet krótka podróż, oderwanie się od codziennej rutyny, budzik nastawiony na 8:30, a nie 5:30, potrafią doładować baterie i sprawić, że te kilka tygodni, które pozostały do końca zimy, staną się znośne. Jeśli akurat nie podróżuję, bo nie pozwala na to praca i inne obowiązki, spaceruję z razem z mężem po pobliskim lesie i staram się szukać oznak nadchodzącego ocieplenia. Kwiatuszek tu, źdźbło trawy tam, nieśmiały promień słońca opierający się na nagich konarach drzew- wszystko to mówi mi, wiosna jest tuż, tuż.
Tak mija czas, a tymczasem pijąc popołudniową kawę o 17, nagle uświadamiam sobie, że nie jest już tak ciemno, jak przed dwoma tygodniami. Dzień staje się dłuższy, nadzieja na spędzenie godzinki na tarasie budzi się w duszy, człowiek cieszy się, że po pracy uda mu się jeszcze zobaczyć świat w naturalnych barwach, a nie w żółto-pomarańczowym świetle ulicznych latarni. I gdyby tylko ten nieuporządkowany ogród nie przypominał, że czas zabrać się do wiosennych porządków, to właściwie byłabym już w radosnym wiosennym nastroju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz